Ostatnie zdania rozdziału miasta D.

W weekend po dniu próbnym podpisałam umowę w nowej pracy. Po pierwszym dniu jestem zachwycona (oby nie przedwcześnie). Pacjenci to rolnicy – strasznie ciepli, prości i otwarci. Mówi się, że na południu Niemiec obcokrajowcy nie są mile widziani. Ja odniosłam zupełnie inne wrażenie: fakt mało co widzieli i mało co znają, ale są bardzo ciekawi świata i ludzi. Wszyscy chcieli mnie czymś częstować: kawa, obiady, ciasta, a przy tym zadawali niesamowicie dużo pytań. Ale nie natarczywie czy chamsko. Po prostu naprawdę chcieli wiedzieć jak to jest być z Polski, mieć męża z Tunezji i przenosić się z ogromnej metropolii na wieś. Bo to jest faktycznie malutka miejscowość z ogromną ilością pól, jezior i zwierząt, gdzie się człowiek nie obejrzy tam krowa czy kura.

Nie pozostaje mi nic innego jak powoli zacząć zbierać manatki. Małżonek twierdzi, że nie żałuje niczego, że same nieszczęścia w tym wielkim świecie nas spotykały: jego złamana noga i gips, który miał być ściągnięty po 6 tygodniach, a skończyło się na dwóch operacjach, śrubach. Moja choroba i dwa lata latania po szpitalach i rehabilitantach. Jego niekończące się studia i moje przerwane studium. Wspólne sprzątania biur i prywatnie po ludziach. Wstawanie o 4 rano żeby wysprzątać kina w całym mieście za psie pieniądze. I długi, które ciągną się do dziś za nami.

Ja to widzę inaczej…. poznanie ogromnej ilości ludzi, z czego większość była naprawdę super! Nie jedna imprezka w naszej kuchni przy sławnym już starym, drewnianym stole. Zebrane doświadczenia. Możliwość pracy jako opiekunka ludzi starszych i niepełnosprawnych. Wspólne lata, wypady nad jezioro i picie grzańca na jarmarku świątecznym. Odwiedziny z Polski i odwiedziny z Tunezji i wiążące się z tym balangi. Mieszkaliśmy tu 12 lat i w każdym centymetrze tego mieszkania jest cząstka nas.

I nieważne co mówi małżonek – ja będę płakać!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Seniorzy w natarciu

Jeśli chodzi o Starą, to nic się nie zmieniło. Dalej wprowadza złą atmosferę i próbuje siać grozę. Dzięki Bogu wysłali mnie na cały luty na drugie piętro, wiec nie jestem pod obstrzałem całą zmianę. A na zmianie…

Jak tylko weszłam to H. przywitał mnie zwarty i gotowy (piżama, szalik i zimowa czapka) do wyjścia do domu. I już wiedziałam, że nie będzie lekko. Tradycyjnie zaproponowałam kawkę i śniadanie – nie podziałało! W tej samej chwili otwierają się drzwi i kogo widzę – Panią G. z dołu w piżamie z pluszowym misiem w ręku. To nasza „wędrowniczka”, taki jak ja to mówię „Słodziak”. Ona nie chce uciekać do domu, po prostu nastawiona jest na chodzenie. Non stop chodzi, 24h na dobę, bez przerwy. Co usiądzie, to zaraz wstaje. Dobrze, że tym razem zawędrowała do mnie na górę, bo już kiedyś przeszła bez ubrania 30 km do zupełnie innego miasta.

Ok, pod jedną rękę H. pod drugą Panią G. i idziemy na dół. H. się cieszył, że odprowadzę go do domu. Na dole koleżanka od razu zrobiła kawę i postawiła michę ciastek. Tym razem H. nie odmówił, a Pani G. usiadła na chwilę, wsadziła ciasteczko do kapcia i dalej w trasę po korytarzu.

Wróciliśmy na górę, a tam K. już na nogach. Mało tego zaczął już nakrywać stół do śniadania, żeby mnie odciążyć. Nie, spoko wdzięczna jestem. K. poczuł się ważny i potrzebny, a ja oczywiście miałam podwójną robotę, bo na stole każdy dostał coś innego: jedni miski do zupy, inni podstawki do filiżanek, a jeszcze inni miseczki do deserów. Pan K. jest gejem, a z racji tego, że ja mam bardzo niski głos i na krótko obcięte włosy myśli, że jestem przystojnym facetem i puszcza do mnie oko.

I tak po kolei szło jak w efekcie domina: nowa Pani M. jeszcze dobrze z łóżka nie wstała, a już się pytała, jaki program mamy na dziś i jakie rozrywki zapewniamy. Dziś środa więc w planie wspólne gotowanie. Nie była zachwycona. Będę też robić manicure innym. Dama też kręciła nosem. Wszystko jest głupie i na NIE. Udaje intelektualistkę, więc pomyślałam, że najchętniej to bym jej tu Straszny Dwór odstawiła. W końcu przystała na propozycję partyjki w chińczyka. W trakcie gry wpadła rozhisteryzowana Czarna Wdowa, że telewizor jej się zepsuł i ona zaraz popełni samobójstwo. Ja w te pędy do pokoju w charakterze serwisanta RTV, AGD, a tu okazało się, że baterie poszły w pilocie.

Pani D. już przy śniadaniu chciała na fulla słuchać niemieckich szlagierów, na które oprócz H. nikt nie ma ochoty. Jak grzecznie odmówiłam, ta zaczęła płakać, że umiera na raka i nikt nie ma współczucia (zawsze musi być, tak jak chce i zawsze musi grać pierwsze skrzypce). Ja pierdziele…. dobra puszczę te zasrane szlagiery (piosenka „Tam stoi koń na korytarzu” śni mi się po nocach).

Wspólne gotowanie polegało na tym, że Stara wysłała nam do góry kilku mieszkańców: dreptającą G., K. który wypróżnia się po kątach i Panią z parkinsonem. Tym samym oprócz tego, że miałyśmy ręce pełne roboty, to jeszcze musiałyśmy uważać, żeby nikt nie uciekł, nikt się nie wypróżnił na korytarzu i żeby Pani z parkinsonem się nie skaleczyła. G. non stop się oddalała, więc wpadłam na pomysł, żeby jej powiedzieć, że jak oddali się choćby na krok, to ja zacznę płakać. No i klops – przykleiła się do mnie i stwierdziła, że mnie nie opuści! Jak wychodziłam do domu, musiałyśmy się nieźle namęczyć, żeby odciągnąć jej uwagę od mojej osoby. W trakcie obiadu H. chciał pobić wszystkich laską, bo miał brzydki talerz. Nie pozostawało nic innego jak wymienić talerz.

W drodze do domu wzięłam najpierw metro, a tam w przedziale cała wycieczka przedszkolaków – myślałam, że łeb mi pęknie! Potem tramwaj – a tam 1000 ludzi i jedna starsza babcia, która miała potrzebę pogadania. Chyba nie muszę pisać w kim znalazła interlokutora…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Najważniejsze – trzymać się planu!

Staram się nie denerwować i brać wszystko na miękkoWiem, że za chwilę mnie tu już nie będzie. Od kwietnia nowe miasto, nowa praca, która mam nadzieję okaże się wreszcie tym, czego szukam. We Wspólnocie też miało być pięknie, a jak jest… Na rozmowie kwalifikacyjnej Szefową była zupełnie inna osoba: młoda, wesoła, pełna zapału i chyba miłości do tego co robi, a przede wszystkim miłości do ludzi. Niestety nie wytrzymała ciśnienia. Przyszła ta, która jest obecnie – sfrustrowana, zakompleksiona baba, która za wszelka cenę chce pokazać, że jest ważna, coś warta i ona tu rządzi.

Do dziś nie wiedziała, że odchodzę. W ostatnim czasie robiła wszystko żeby się nas pozbyć. Nas czyli trzech naiwniaków, którzy chcą coś zmienić. Szuka, węszy, knuje, czepia się każdego drobiazgu. Zmienia grafik bez skonsultowania z nami, a potem drze ryja. Każe czyścić to co wyczyszczone i prać co już wyprane. Doszło do tego, że resztki z obiadu nie mogą być serwowane na kolację – wszystko ląduje w koszu.

R. miała wolny tydzień i o nowym wymyśle Starej nie wiedziała. Zostawiła w lodówce kilka rzeczy. Ta wpadła w furię, zaczęła krzyczeć, że robimy jej to na złość i następnym razem nas wywali! Tym akurat wyświadczyłaby nam tylko przysługę. W sumie każdy z nas już ma wylane, bo cała nasza trójka się zwalnia – każdy idzie w inną stronę. J. robi kurs na pomocnika do spraw integracji i chce pracować z uchodźcami. R. idzie do małej, przytulnej Wspólnoty, a ja Wspólnota, opieka dzienna i samochodowa w jednym. Na malej wsi w rodzinnej atmosferze.

Dziś nie wytrzymałam i powiedziałam, że zwijam manatki. Sprowokowała mnie.

Zmiana na 6:30. Tradycyjnie zaczynam od zmywania korytarza, ogólnego ogarnięcia terenu, przygotowywania śniadania i obiadu. Tak mnie w domu nauczyli I tak mam do dziś. Obiad musi być gotowy rano, żeby potem już się nie babrać w garach, tylko zasiąść do stołu i biesiadować.

Zupa zaczynała własnie zaczęła się gotować, jak wpadła Szefowa. Od razu przystąpiła do ataku: co pani robi? Obiad gotuje? Już? Tak, potem będzie chwila spokoju – można coś przedsięwziąć z seniorami, teraz śpią więc mam czas na gotowanie. Na co ona, że projekt jest taki, że seniorzy gotują, a my ich tylko wspieramy (nowy wymysł). Więc ja się pytam którzy seniorzy: K. który wypróżnia się po kątach, czy może S., która ubiera swetry na nogi jako spodnie? A może nasza kochana Jaga, która nie jest w stanie noża i widelca utrzymać?Tradycyjna odpowiedź: proszę nie dyskutować, tylko trzymać się planu, a plan jest taki że trzeba korytarz umyć! Korytarz wymyty! Zrobiła się czerwona i jakby trochę napęczniała na twarzy, a i ton głosu już był lekko zmieniony. Niby miła, niby grzeczna i serdeczna, ale już czuć nutę złości i nienawiści. Stwierdziła, że idzie dokładnie przejrzeć, co zostało zapisane, jeśli chodzi o przebieg rannej zmiany.

Spokoju mi to nie dawało i puściłam się za nią do biura. Od razu uderzyłam z grubej rury: zwalniam się, pracuję tylko do końca marca! Odpowiedź była na poziomie idioty: no jak pani niezadowolona, to nawet lepiej.

Jutro mamy szkolenie. Temat: przemoc i agresja w opiece. Wykładowca/prowadzący szkolenie: Nasza Stara!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Mobbing i seniorzy cd.

Pani Jaga ma chorobę Parkinsona.W sytuacjach stresowych drżenie rąk i nóg jest nie do opanowania i wszystko wymyka się spod kontroli. W środę przy kolacji był dramat. Zrobiłam grzanki z chleba. Wiadomo, każdy normalny człowiek jadłby rękoma, ale nasi „Mobberzy“ udają, że są na raucie w ambasadzie i jedzą nożem i widelcem. Jaga nie chciała być gorsza i też ruszyła po sztućce. I się zaczęło… Pojechała z talerzem i kubkiem po całym stole – stres nasilił drżenie dłoni, ale tak konkretnie.

Wiele przypadków Parkinsona już widziałam, ale to był jakiś zenit! Mogę się tylko domyślać, jaki stres przeżywała w tym momencie ta biedna kobiecina. Na reakcje innych nie trzeba było długo czekać: świnia, zachować się nie umie, spieprzać od stołu do koryta. Ruszyłam do stołu z prędkością światła –z całej siły objęłam Jagę i bardzo mocno do siebie przytuliłam żeby drżenie ustało. Kolega od razu pokroił jej te zasrane grzanki, a resztę po prostu zwyzywaliśmy i na głodno wysłaliśmy do łózek! Wiem, mało profesjonalnie, ale nie mamy pojęcia jak się zachowywać.

Jaga chodzi za mną krok w krok i we wszystkim mi pomaga. Nie mówi – tak przynajmniej myśleliśmy. Teraz się rozgadała i prowadzimy sobie miłe pogawędki przy papierosku i kawie.

W czwartek była opieka domowa i stary znajomy z Korsakovem. W zeszłym tygodniu był jednym z Apostołów, brał udział przy ukrzyżowaniu Jezusa, walczył u boku Napoleona i prosił Stalina żeby Polsce w końcu dał niepodległość.

W tym tygodniu skromnie: był tylko głównym księgowym w Watykanie!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

Mobbing

Myślałam, że wariactwo wśród mieszkańców jest spowodowane Świętami, ale najwyraźniej nie. Święta za nami, a dzieje się źle w dalszym ciągu.

Zaczęło się już od poniedziałku. Zmiana na rano i od razu zauważyłam, że H. nie ma. Najpierw rundka po okolicy, a potem nie zostało nic innego jak dzwonić po policję. Nie byliśmy w stanie dokładnie stwierdzić, kiedy nawiał – nocna zmiana widziała go ostatni raz o 4, a była już 7. Na dworze – 8 stopni, a bidula wyszedł w piżamie i kapciach. Trochę to trwało, aż w końcu dostaliśmy wiadomość, że znaleziono go w jakimś podziemnym garażu. Przemarznięty, zmoczony (pewnie ze strachu) i cały rozdygotany. Od razu zawieźli go na obserwację do szpitala. Ja się tylko zastanawiam, gdzie byli ludzie? Przecież ktoś musiał go widzieć tak rano w nocnym stroju?! Wszyscy mają w dupie – taka znieczulica!

Przywieźli go po południu po ogrzaniu organizmu i obserwacji. Zobaczył mnie w drzwiach , wyściskał i mówi, ze jest ok tylko kawa strasznie mocna i czy mógłby dostać troszkę słabszą. Ależ kochany dostaniesz wszystko czego sobie życzysz!

Nowa Pani K. okazała się bardzo dziwną osobą. Chodzi za mną krok w krok, nic nie mówi, ale ciągle się śmieje. Wypala ogromne ilości papierosów i zjada wszystko, co się do zjedzenia nadaje.Wszystko je rękoma brudząc przy tym siebie i wszystko dookoła. Wygląda, jak już mówiłam trochę jak Jaga i widać po ubraniach, że do milionerów nie należy. Oczywiście inni seniorzy zaraz zaczęli ją wytykać palcami. Non stop się z niej śmieją i wytykają palcami. Głównym mobberem w naszej grupie jest Pani O. Ciągle szuka ofiar. Już na jej liście jest K., Jaga i oczywiście ofiara numer jeden Bezdomna. Pani O. szuka kompanów do tych swoich akcji.

Pomijam wyśmiewanie i głośne obgadywanie i wytykanie palcami, ale wczoraj doszło do tego, że wzięła ni stąd ni zowąd piłkę i rzuciła z całej siły Jadze prosto w twarz. Nerwy mi puściły – szarpnęłam ją porządnie i wyprowadziłam do pokoju. Słyszałam, jak

mruczy pod nosem, że jestem głupia stara krowa i świnia. Przytuliłam do siebie Jagę i jako jedyną poczęstowałam ciastem. Ta z wdzięczności wysprzątała mi całą kuchnię.

Na piętrze nie jest lepiej: jest Pani Sz. nasza czarna wdowa i Pani D. główny zapalnik akcji mobbingowych. Sz. jest wyzywana i szykanowana z powodu stroju, z powodu intelektu (kobieta na bardzo wysokim poziomie) i w ogóle z powodu wszystkiego.

Ostatnio wpadła w histerię i krzyczała, że popełni samobójstwo bo jej źle! Nie dziwię się. Próbujemy bronić ofiary, jak możemy. Próbujemy my tzn nasza trojka J.R. i ja. Reszta zdaje się problemu nie widzieć.

Nigdy nie myślałam, że starsi ludzie mogą być tak okropni. Przecież to generacja, która tyle złego przeżyła! Jestem tyle lat w zawodzie, ale z takim mobbingiem nigdy się wcześniej nie spotkałam. Nie bardzo wiemy, jak profesjonalnie reagować i jak działać. Próbowałam o tym rozmawiać z szefową i usłyszałam, że jak się ofiarom nie podoba, to musza się wyprowadzić! Nic dodać nic ująć…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Rekompensata

Cały ten syf we Wspólnocie rekompensuje mi opieka domowa. W końcu po 5 miesiącach dostałam stałe dni (lepiej późno niż wcale). Pierwsi pacjenci – starszy Pan chory na Alzheimera z żoną. Szkoda tylko, że żona poszła do lekarza i zostawiła męża samego. Najpierw nie bardzo chciał mnie wpuścić do mieszkania (użyłam wdzięku osobistego), potem nie wiedział, co trzeba robić. Pytam, czy żona może jakąś kartkę zostawiła, czy coś mówiła? No mówiła. Tak, a mogę wiedzieć co? To co zawsze. Fajnie… Posiedziałam troszkę, pogadaliśmy o huzarze i dupie marynie i poszłam.

Druga Pani również z demencją, bardzo towarzyska – wpuszcza wszystkich do domu, częstuje kawą i daje niezłe napiwki. Dziś byłam ja profesjonalna osoba. Gorzej jak któregoś dnia wpadnie oszust i naciągacz bez skrupułów i wyniesie kobiecie pół mieszkania (w najlepszym wypadku). Pani ma trzech synów i każdy twierdzi, że mama czuje się świetnie i doskonale sobie sama radzi.

Trzecia to moja Pani Sz. Do niej jedynej chodzę od początku maja. Kobieta upierała się, że jeśli wyślą jej kogoś innego, to rezygnuje z usług. Muszę przyznać, że jest bardzo oddana. Nawet jak jestem na urlopie, to nie życzy sobie zastępstwa. Pani Sz. ma 83 lata, a wygląda na 60. Jest bardzo inteligentna i poglądowo zbliżona do mnie. Dlatego jak się spotykamy raz w tygodniu, to gęby nam się nie zamykają i celebrujemy każdą sekundę. Z reguły chodzimy na spacery i do Włocha za rogiem na latte. Pani Sz. miała kiedyś złamany kręgosłup i dlatego potrzebowała naszego wsparcia. Od miesięcy jednak lata jak „fryga”, wszystko robi sama, ale jakoś tak z przyzwyczajenia chodzimy, a dokładniej rzecz biorąc chodzę ja dalej. Na każde przydarzające się okazje typu Święta, czy urodziny dostaję od niej między innymi butlę czerwonego wina i kilogram pysznego sera. Pani Sz. wie co dobre!

Kolejny dzień to Pani D. Przesympatyczna starsza Pani, która prawie jest niewidoma. Czekała na mnie z kawą i śniadaniem. Opowiedziała mi całą historię życia. Wypytała o moją i stwierdziła, że fajnie, że jestem i cieszy się, że się poznałyśmy i zostałyśmy kumpelkami i czeka z niecierpliwością na następny raz.

Kolejna to Pani J. (stara znajoma). Przypadek sprawia, że co jakiś czas u niej ląduję. Pani J. od razu robi kawę i polewa naleweczki z mirabelek. Poza tym robi na drutach i obdarowuje mnie skarpetami. Skarpet mam już całą szufladę, ale Pani J. nie zamierza przestać. Teraz robi skarpety dla mojego męża.

Po pracy pojechałam jeszcze do mojego dziadka A., który czekał z suto zastawionym stołem. Wypiliśmy po kropelce, pojedliśmy. Trochę oczywiście musiałam pokrzyczeć, że nie uważa na siebie, że za dużo popija, że prawie nic nie je, na co on oczywiście zawsze odpowiada śmiechem i mówi, że jestem znerwicowana czarownica.

To były bardzo miłe dwa dni. Tyle wyrazów sympatii i wdzięczności nie da się opisać. W takich momentach wiem, że to co robię, ma sens i w dupie mam wszystko inne. A w sobotę miałam zmianę we Wspólnocie i Stara od razu podniosła mi ciśnienie do 180!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Po krótkiej przerwie

Nie było mnie we Wspólnocie jakieś dwa tygodnie. Mamy nową mieszkankę – Panią K. Malutka, przygarbiona, i przepraszam za określenie, ale wygląda jak Baba Jaga z bajki o Jasiu i Małgosi. Ma zespól Korsakova, ogromny problem alkoholowy i tendencje do ciągłego uciekania. Potrafi w trakcie zmiany z 5 razy nawiać na przystanek. Dobrze chociaż, że tylko na przystanek, bo przystanek mamy zaraz pod drzwiami. Gorzej jest z H. Ten to wypuszcza się naprawdę w teren. Ostatnio wyszedł przez nikogo nie zauważony. Wraca Pan C. ze spaceru i komunikuje jak gdyby nigdy nic, że spotkał H. w banku. Kolega J. pyta przerażony, czy go przyprowadził z powrotem? Na co ten, że nie bo H. musiał jeszcze coś załatwić na mieście. J. znalazł na dole jakiś stary rower i puścił się w pogoń za H. Dzięki Bogu po jakieś godzinie go znalazł. Na drugi dzień biedak chodzić prawie nie mógł, bo wieki na rowerze nie siedział.

Para – M.i K. są już oficjalnie ze sobą. Mieszkają w sumie w jednym pokoju. Nie bardzo mi się to podoba: o ile pan M. wie czego chce, o tyle Pani K. z powodu demencji już nie bardzo rozumie co się dzieje. Dla mnie to jak ciche pozwolenie na gwałt. Moralnie słabe, ale szefowa nie widzi w tym nic złego.

Jeśli chodzi o przepisy i temu podobne to doszło do tego, że już nawet na mydle musi być przyklejona data, kiedy zaczęliśmy je używać. Rzekomo bakterie się zbierają. Z każdego obiadu trzeba wziąć małą próbkę i zamrozić, żeby w razie zatrucia dać do badania.

Pracownicy zaczynają się masowo meldować chorzy, a to świadczy o ogólnym niezadowoleniu. Na ostatnim zebraniu też tylko w kółko higiena, daty, sprzątanie. Szefowa ma jakąś paranoję. Nawet ścierki do sprzątania są opisane i do każdego przedmiotu inny kolor. Oczywiście do każdego przedmiotu inny formularz, który trzeba wypełnić po każdym umyciu (sprzątnięciu). Ale, ze K. załatwia się, gdzie popadnie, a najczęściej na sofie w salonie, to jej nie przeszkadza. Niedługo trzeba będzie wszystkie meble wyrzucić, bo czego się człowiek nie dotknie, to załatwione przez K. Z całym szacunkiem dla niego –nie powinien być u nas. Wiem, że brzmi to niedobrze, ale jego miejsce jest w szpitalu psychiatrycznym. No ale wiadomo… kasa robi swoje. Miejscówka u nas kosztuje od 3500 euro wzwyż, więc każdy jest łakomym kąskiem. Szkoda tylko, że to wszystko naszym kosztem.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Cyrku ciąg dalszy…

Na razie jestem na zwolnieniu, ale mam wiadomości na bieżąco i z pierwszej reki. Ale zanim poszłam na zwolnienie myślałam, że komuś przywalę w pracy. Zmiana na 16ta. Wchodzę, a tam już w drzwiach moja „ulubiona koleżanka” Z., że dobrze, że jestem bo Pan C. czeka od 5ciu godzin żeby ze mną pójść na zakupy. Tak mnie w drzwiach zaatakowały z szefową, że nie zdążyłam nawet pomyśleć, tylko przytaknęłam, że jasne już idziemy. Poszliśmy. Okazalo się, że Pan C. potrzebuje nową kurtkę, czapkę itp., więc zejdzie się dlużej. Im dłużej i dalej szliśmy, tym bardziej docierało do mnie, że ja dziś nie jestem za niego odpowiedzialna (ja mam dyżur na pierwszym pietrze, on jest meiszkańcem drugiego). A poza tym, co do jasnej cholery robili ludzie z pierwszej i środkowej zmiany?Dlaczego nikt z nim nie wyszedł?

Po powrocie z zakupów 20min staliśmy pod drzwiami, bo koleżanki sobie poszły punktualnie do domu i nikt na nas nie czekał, a ja nie miałam klucza. U góry kolega J., ale dzwonek nie działa. Zaczęłam dzwonić po wszystkich ludziach, aż w końcu ktoś nas wpuścił. Od razu uderzyłam na drugie piętro. J. twierdził, że nic nie wie, że koleżanka Z. przyprowadziła mu wszystkich mieszkańców z pierwszego piętra i kazała grać w kręgle, a sama się zmyła, bo rzekomo musi teren ogarnąć. Schodzimy wspólnie na dół, a tam jakby bomba pierdolnęła: gary jeszcze od obiadu nie pozmywane, zmywarka zawalona, kubki, talerze na zasyfiałym stole. Szlag mnie trafił! Zaczęłam wydzwaniać na przemian do Z. i do szefowej K. Oczywiście żadna nie odbierała. Zanim ogarnęłam cały ten syf, była godzina 20. No cóż… kolacja odbyła się  z poślizgiem.

Na drugi dzień postanowiłam się z nimi rozmówić. Od razu po wejściu ruszyłam do ataku, choć wiedziałam już jakiej odpowiedzi mogę się spodziewać: zarobione takie były, roboty tyle, że nie wiadomo w co ręce wsadzić. Koleżanka Z. stwierdziła, że ona nie jest odpowiedzialna za naszą kuchnię (kuchnia tak nasza jak i jej) i, że ona validuje, bo mieszkańcy ważniejsi (validacja to metoda komunikowania się z ludźmi chorymi na Alzheimera, kto nie zna polecam poszperać w necie na temat Naomi Feil i Validacji). Z. w ogóle od wszystkiego umywa ręce, jak tylko zobaczy kolejną zmianę, to zaraz zamyka się gdzieś z którymś z seniorów i rzekomo validuje.

Z tego co mi wiadomo, nie została u nas zatrudniona jako ekspert od validacji, tylko na takich samych zasadach jak wszyscy inni. Już jej zapowiedziałam, że teraz ja będę robić rzeczy wyższych lotów, a ona do garów i że najlepiej będzie, jak przestanie się do mnie odzywać.

Szefowa mediowała między nami. Jej propozycja na rozwiązanie problemu: iść prywatnie na piwo. Myślałam, że się przesłyszałam. Kurwa! Ja sobie sama dobieram towarzystwo do picia piwa i jest towarzystwo, w którym dobrze się czuję. Może zapomnieć, ze ja z tą idiotką prywatnie się spotkam. Już jak słyszę jej głos, dostaję gęsiej skóry, a co dopiero na prywatne pogaduszki.

Tak czy siak ulżyło mi. Wyrzygałam wszystko co mi na wątrobie leżało i teraz mam święty spokój – traktujemy się jak powietrze, a ona wie, że na wspólnych zmianach ze mną ma przechlapane. Już może szykować gumowe rękawiczki i wiadro!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Podsumowanie

Nie będę oryginalna i podsumuję. Zaczęło się nijak, ale w miarę upływającego czasu zaczęło się kręcić. Nowa praca, nowi ludzie. Koledzy z pracy J.i R. super. Fajnie, że miałam możliwość ich poznania i pracowania z nimi. Mój sort – wszystkim nam o to samo chodzi, czyli o szczęście na ostatnim odcinku maratonu, w jakim biorą udział nasi seniorzy. Są jeszcze starzy przyjaciele, z którymi jesteśmy na bieżąco pomimo dzielących nas kilometrów. Jest A. Z nią łączy nas coś szczególnego. Znamy się od 35 lat i z niejednego pieca chleb jadłyśmy. Pielęgnujemy to co między nami każda na swój sposób. Doprowadzamy się do szału, ale za chwilę i tak się kochamy, bo wiemy, że takie przyjaźnie to coś wyjątkowego w dzisiejszych czasach! Jest M. dawna koleżanka z czasów ogólniakowo–studenckich. I choć dzieli nas przepaść jeśli chodzi o sposób na życie, to bardzo się lubimy i szanujemy. No i kawał czasu utrzymujemy dobry kontakt.

Poznałam też cały zestaw ludzi w opiece domowej. Panią, co zawsze otwiera mi drzwi w koszuli nocnej i gumowych kaloszach, Dziadka A., który stał się dla mnie kimś bliskim i od czasu do czasu wypijamy kilka piwek. Była G., o której już pisałam, której pięknych niebieskich oczu nigdy nie zapomnę. Jest Pani W., z którą wypijam hektolitry kawy i wypalam paczkę papierosów. Jest mój H., który mówi do mnie mamo. Są damy, z którymi dziele się swoimi „zawieruchami wojennymi“. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać bez końca.

Jest też rodzina, która mam wrażenie, że w tym roku bardzo się do siebie zbliżyła. Co prawda powodem zbliżenia i wsparcia były choroby i nieszczęścia towarzyszące nam przez cały rok, ale lepsze to niż darcie kotów i awantury. Muszę przyznać, że bardzo ich wszystkich kocham i życie bym za nich oddala.

Jest mój mąż, którego dawno nie widziałam tak szczęśliwego. Facet spełnia się zawodowo i zaraża mnie swoją pozytywną energią.

W mijającym roku nabrałam dystansu do samej siebie, do życia i nauczyłam się pokory. Wiem, że nie warto się kłócić, wariować, zamartwiać, bo to wszystko nie ma żadnego sensu. Zaczęłam szanować, to co mam, a szacunku tego nauczyli mnie podopieczni, którzy przeżywali bądź przeżywają prawdziwe życiowe dramaty.W porównaniu do tego wszystkiego jestem zajebistą szczęściarą.

Jakie mam postanowienia na Nowy nadchodzący? Chcę bardziej kochać tych, których kocham, szanować jeszcze bardziej to co mi dane. Być lepszą córką, przyjaciółką, koleżanką, opiekunką, żoną. Nie płakać, stękać i użalać się nad sobą. Po prostu pchać ten wózek dalej pomimo nierówności i wybojów na drodze.

Tego wszystkiego i Wam życzę. Bądźcie szczęśliwi. Amen.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Seniorzy i święta

Dzięki Bogu już po Świętach. Nie wpływają dobrze na mieszkańców domów seniora i instytucjach temu podobnych. Nie wpływają dobrze na podopiecznych z opieki domowej bo z reguły to ludzie samotni. A i na mnie w tym roku dobrze nie wpłynęły. Pewnie po części dlatego, że w pracy jest strasznie nieprzyjemna atmosfera. Każdy patrzy na siebie jak na wroga. Ludzie boją się gębę otworzyć. Mnie ogarnęła obojętność i nerwy.Wszystko mnie denerwuje… naładowana chodzę. Wczoraj nakryłam Bezdomną (jedna z mieszkanek Domu seniora patrz niżej) z papierochem w pokoju. Stwierdziłam głośno fakt, że znowu pali w pokoju. Na co ona, że chyba mnie powaliło, bo nie pali! No myślałam, że jej coś zrobię (wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami i żeby się uspokoić). Wróciłam po kilku minutach i znowu to samo, że mam się od niej odpierdzielić! Wyrwałam jej na siłę papierocha, a ta mnie ugryzła w przedramię. W ostatniej chwili powstrzymałam ciężką rękę… wyszłam znowu trzaskając drzwiami.

Pani S. ma jakąś fazę robienia głupich min i przedrzeźniania wszystkich naokoło, czym doprowadza do furii innych mieszkańców. Kiedy zwróciłam jej uwagę, krzyknęła – ty głupia krowo! Wszyscy dosłownie wszyscy wariują. Święta powinny być pominięte, a odwiedziny zakazane! Rodzinom i przyjaciołom wydaje się, że robią dobrze, przychodzą codziennie całymi pielgrzymkami, jest głośno, gwarno, bałagan, zamieszanie, a chorym ludziom to nie sprzyja. Zaczynają się dziwnie zachowywać. Robią się nieprzyjemni i nerwowi, a nawet agresywni. Za dużo bodźców jak na trzy dni.

Poza tym te całe grupy odwiedzających czują się, jak w hotelu 5-cio gwiazdkowym. Każdy sobie czegoś życzy. Wchodzą i od razu kawy, ciasta, a nawet obiad wspólnie. Każdy akurat w tym momencie ma 100 pytań: gdzie są taty okulary i dlaczego sweterek babci taki jakiś mały. Nie wiem do cholery jasnej gdzie są okulary, a sweterek skurczył się w praniu, bo jakaś kretynka wrzuciła na 90 stopni!

W domu całe Święta spadły na moją głowę, bo mąż zjechał dopiero na Wigilię, a do tego mieliśmy gościa w postaci szwagra. No i do pracy też chodziłam. Za chwilę jeszcze cały ten cyrk z Sylwestrem, na który wybitnie nie mam nastroju. Najchętniej zabarykadowałabym się z butelką wina pod kołdrą. Zmęczona jestem, a z racji tego, że od stycznia zacznie się prawdziwa szarpanina z przeprowadzką, szukaniem nowej pracy itp. wiem, że najgorsze jeszcze przede mną.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz